|
No i wróciliśmy ;-)
|
|
16 lutego 2010, wtorek | 09:47
|
|
Jak to się mawia? Miło było, ale się skończyło? Chyba właśnie tak... I tak było z nami. Wypad na narty udał się świetnie, przede wszystkim wrócilićmy cali, zdrowi, sprzęt też w calości, a nie w częściach ;-) Jedyne co mogło by być lepsze, to pogoda. W pierwsze dni był ostry mróz, potem bylo już tylko około minus 6, jednak przez większośc naszego pobytu niebo spowite było chmurami, z których padał śnieg, czasem bardzo obficie. Ani razu nie bylo słońca, a bez opadów była tylko środa i czwartkowy wieczór. Na stoku śnieg nie przeszkadzał bardzo, ale przez te opady nie mamy praktycznie żadnego zdjęcia z wyjazdu, z naszych pieszych wędrówek z psem, czy narciarskich zjazdów... :( Wspomnianą środę, kiedy nie padało poświęcilićmy na zwiedzanie Jaskini Niedźwiedzia w Kletnie i okolicznych atrakcji, a psa tam zabrać nie mogliśmy. Mamy zatem raptem kilka zdjęć z tego dnia, niestety, bez psa. No cóż, tak bywa, liczymy na to, że za rok będzie lepiej! Mam nawet swoją teorię spiskową jeśli chodzi o pogodę... Tydzień przed naszym wyjazdem forumowa znajoma Edyta z Wrocławia pojechała z rodzinką i goldenką Werką do Zieleńca, też na narty. No i tam zabrała całą piękną pogodę, co pokazała na zdjęciach... Nam przez to jej nie starczyło ;-)Jak wyglądał nasz pobyt i czy warto było zabrać psa? Otóż każdego ranka Vasco szedł ze mną do oddalonego o około kilometr sklepu spożywczego po zakupy. Po zakupach wspólnie jedliśmy śniadanie, a po nim wychodziliśmy na dłuższy spacer, podczas którego ćwiczyłem z nim aportowanie, szukanie no i bawiliśmy się w wielkich zaspach śniegu :) Zmęczony psiak wracał i szedł spać, a my jechaliśmy na stok. Wracając z nart wpadaliśmy do karczmy na obiad, potem Ewelina odpoczywała, a ja znów biegałem z psem. Wieczorem ponownie jechaliśmy na stok, na nocne jazdy, by wrócić na grzańca i na kolację ;-) Przed snem jeszcze z psem pobawiłem się w zaspach, choć w kolejnych dniach już wieczorem mu się nie chciało za bardzo biegać :) I tak właściwie było codziennie, zatem pies był bardzo szczęśliwy, bo choć w Poznaniu mnóstwo śniegu od stycznia, to w górach jest go jeszcze więcej. Wspomnieć jeszcze muszę o tym, że właściciele pensjonatu w jakim nocowaliśmy też mieli pieska - Miśka. Mały fajny mieszaniec chodził z nami na spacery i dużo czasu spędzał w naszym pokoju, z naszym golden retrieverem ;-) Zatem pomimo tego, że jadąc do Czarnej Góry nastawiliśmy się na narty, wcale nie żałujemy, że zabraliśmy psa, bo spędził z nami dużo czasu i był bardzo zadowolony! W drodze powrotnej mieliśmy dla niego także niespodziankę... Wpadliśmy na kawę we Wrocławiu do Magdy Chmielewskiej (hodowla Adsum), a tam sfora sześciu goldenów i koty ;-) Muszę przyznać, że Vasco zachował się bardzo ładnie w gościach, choć taka sfora go chyba nieco początkowo zdziwiła i niebardzo wiedział jak sie zachować na ich terytorium. Nam w pamięci zapadły dwa psiaki, a szczególnie piękna suczka, która uroczo, bez pytania wgramoliła się najpierw na kolana Eweliny, a potem przegoniona przez psa przyszła do mnie ;-) Takie zachowanie psiaków kochamy, a Magdzie dziękujemy za gościnę :) |
|