|
Szkolenie i wychowanie golden retrievera
|
|
Postanowiliśmy dodać owy dział w głównej mierze pod wpływem maili, jakie dostajemy. Od czasu uruchomienia strony, otrzymujemy regularnie setki zapytań o metody szkolenia i wychowania szczeniaka. Postaramy się je w miarę możliwości opisać, jak szkoliliśmy psa i gdzie miało to miejsce.
Stwierdziliśmy na początku, że postaramy się wychować szczeniaka we własnym zakresie, a dopiero wtedy, jak będzie to niemożliwe, lub nazbyt kłopotliwe, damy go na profesjonalne szkolenie. Zatem od początku... Polecamy zaopatrzyć się w książkę Szkoła szczeniąt, autorki Gwen Bailey. Publikację wydało wydawnictwo Galaktyka, a cena książki to około 30 zł. Napisana jest świetnie, bogato ilustrowana, a metody szkoleniowe autorki oparte są na wzmocnieniach pozytywnych i negatywnych. Pracę z Vasco zaczęliśmy dość wcześnie, bo już po skończeniu 2 miesiąca życia. Należy pamiętać, by szkolenie nie było dla psa męczące, ale przyjemne. Naszego szkoliliśmy kilka razy w ciągu dnia, po mniej więcej 3, 4 minuty. Przywołanie po imieniu Nauka imienia była dość prosta. Ewelina trzymała Vasco, a ja w oddali pokazałem mu smakołyk i wołałem. Kiedy tylko przybiegł dostał go wraz z porcją pochwał i głaskaniem. Kiedy tylko była okazja wołaliśmy go i jak tylko przybiegł był chwalony. Swoje imię już zna, lecz jeszcze nie przychodzi na każde wołanie, szczególnie wtedy, jak jest zainteresowany innymi rzeczami. Konsekwentnie będziemy go dalej uczyć przywoływania :) Ważne, by uczyć szczeniaka tylko imienia, a nie wołania na klaskanie, chrumkanie, gwizdanie czy inne podobne odgłosy. Unikniemy wtedy nieprzyjemnych sytuacji, gdy pies będzie biegał do każdego, kto tylko na niego zagwiżdże lub wyda inny, popularny odgłos. Sami tego doświadczyliśmy będąc nad morzem - Vasco po prostu na takie rzeczy nie reagował i o to chodzi! Nie brudzimy w domu! Vasco od samego początku był nauczony załatwiać swoje potrzeby na gazetach, tak postępował hodowca. Nie było więc problemu, że robił w mieszkaniu gdzie popadnie, a starał się trafić w jednym miejscu, na gazetę właśnie. Oczywiście zdarzało mu sie zrobić gdzieś indziej, na szczęście były to sporadyczne przypadki :) Za każdym razem jednak gdy tylko szczeniak zjadł, obudził się czy po intensywnej zabawie staraliśmy się wynosić go na dwór, by tam się załatwiał i nauczył, że tego od niego wymagamy. Tutaj pomocne oczywiście były smakołyki i pochwały. Jak tylko na zewnątrz się załatwił - nagroda. Od miesiąca, czyli w wieku mniej więcej dwóch i pół miesiąca zauważyliśmy, że jak tylko chciał się załatwić, podchodził do drzwi i piszczał, a później już szczekał, wpatrzony w klamkę :) Od tamtej pory zdarzyło mu się zsiusiać w domu raptem 3 razy, a to dlatego, że został dłużej niż zwykle i po prostu, nie wytrzymał. Komenda 1 - NIE RUSZ! Mały, jak to szczeniak brał do pyska wszystko i wszędzie :) Postanowiliśmy, że pierwsze co go nauczymy, to właśnie tego (oprócz reagowania na jego imię), by oduczył się chwytać pewnych rzeczy, jeśli mu tego zabronimy. Nauka była dość prosta. W ręku trzymałem smakołyk lub jego karmę, pokazałem mu to i podstawiłem do pyska, mówiąc NIE RUSZ. Oczywiście gryzł, drapał by się do tego dostać, jednak otrzymal to dopiero, gdy przestał się dobierać. Konsekwentnie z dnia na dzień coraz dlużej czekał, aż dostanie smakołyk, a teraz wytrzymuje już ile tylko zechcę. Oczywiście reaguje na komendę NIE RUSZ nie tylko dgy dostanie smakołyk, ale także wtedy, jak chec wziąć do pyska coś zabronionego. Komenda 2 - SIAD! Co potrzebujemy?! Smakołyki i trochę dobrej woli :) Wydajemy komendę SIAD i pokazujemy szczeniakowi smakołyk. Trzymamy go dość wysoko, by nie mógł go sięgnąć lub doskoczyć. Czekamy, aż zmęczy się staniem (a na pewno to nastąpi) i jak tylko usiądzie dajemy mu go, chwaląć przy tym. Po kilku takich ćwiczeniach nasz piesek siadał nie tlko na komendę słowną, ale i na gest, bo taki też mu pokazywaliśmy. Komenda 3 - ZOSTAŃ! Nauka bardzo prosta, podobna do NIE RUSZ, tyle, że na odległość. Nasz szczeniak strasznie szalał na widok czy odgłos jedzenia. Potrafił się zbudzić jak tylko usłyszał, że szeleści worek z jego karmą. Kłopotliwe było położenie miski na podłodze, bo on chciał już do niej się dobrać. Najpierw kazaliśmy mu siedzieć i ZOSTAĆ. Jak tylko próbował wstać i zbliżyć do miski wołaliśmy ZOSTAŃ i czekaliśmy aż zostanie na miejscu, w pozycji siedzącej by ją znów położyć. Każda próba wstania czy kroku w jej kierunku, miska wędruje w górę :) Tym sposobem szczeniak naprawdę szybko nauczył się, że może się zbliżyć do jedzenia dopiero, jak mu na to pozwolimy, mówiąc CHODŹ. No i stało się... Zdecydowaliśmy się, że damy szczeniaka na profesjonalne szkolenie. Skąd taka decyzja?! Vasco w domu, owszem, wykonywał bezbłędnie wszystko to, czego od niego wymagałem. Potrafił siadać, leżeć, pozostawać na miejscu, aportować i szukać różne przedmioty. Problemy pojawialy się, gdy tylko wyszedł poza mieszkanie, szczególnie na łąkę, pośród ludzi. Nie słuchał kompletnie, albo słuchał nas, kiedy miał na to ochotę ;-) Chodzenie na smyczy zaczęło być uciążliwe - bardzo ciągnął. Zdecydowaliśmy się na Ośrodek Szkolenia Psów - Na Woli (www.nawoli.pl) Jeździmy ze szczeniakiem indywidualnie, raz w tygodniu, a zajęcia z instruktor, Panią Katarzyną Skórską trwają około godziny. Wczoraj (20 lipca 2006) byliśmy na zajęciach po raz trzeci, choć dwa wcześniejsze to w zasadzie teoria. Pierwsze, czego szczeniak musi się nauczyć to zwracanie uwagi tylko na nas, a nie na zapachy, inne psy, dzieci, ludzi. Wiedzieliśmy o tym niby wczesniej, jednak nie udało nam się tego skutecznie wyegzekwować. Ku naszemu zdziwieniu, zaproponowano nam tzw. Kennel Klatkę. Coś a`la kojec dla psa. Po wymianie argumentów, zdecydowaliśmy się na jej zakup i wdrożenie. Vasco oczywiście w pierwszych dniach nie mógł pogodzić się z faktem, że nie może swobodnie chodzić po mieszkaniu, robić kiedy chce, tego co chce. Szczekał dość uporczywie, jednak byliśmy bezwzględni, choć nam było chyba bardziej ciężko, niż jemu ;-) Na chwilę obecną, a minął już tydzien od jej zastosowania, pies już sobie uświadomił, że to my decydujemy, kiedy się bawi z nami, a nie on i nie pyszczy już praktycznie wcale. Najważniejsze - klatka spełnia swoją rolę, bo gdy tylko go z niej wypuścimy, skupia się tylko na nas, chętnie z nami się bawi i pracuje. Wszystkie dotychczasowe sztuczki posłuszeństwa, opisane wyżej wykonujemy podczas spacerów, aby jego uwaga była skupiona tylko na nas. Już nawet wie, że ma chodzić przy nodze, choć wciąż nie jest to łatwe, ale zdajemy sobie sprawę, że na rezultaty jeszcze za wcześnie. Staramy się być bardzo konsekwentni i mamy nadzieję, że już niebawem pies stanie się naprawdę posłuszny w każdych warunkach. 26 lipca 2006 - kolejne zajęcia Na Woli ;-) Tym razem pojechałem sam, bez Eweliny. Jak się później okazało - bardzo żalowała, że nie mogła pojechać ze mną... Zaczęło się od spaceru z Vasco, oczywiście przy nodze, na luźnej smyczy. Smakołyki, w postaci jego karmy czynią cuda ;-) Okazało się jednak, że troszkę źle mu je podawałem, wynikiem czego mogło być późniejsze złe chodzenie psiaka - owszem, przy nodze, ale nie obok mie, ale nieco za mną :/ Szybko to skorygowaliśmy, a ja znów przekonałem się, jak małe niuanse, niby nic nie znaczące, mogą mieć wpływ na rozwój szczeniaka. Potem nauka pozostawania w pozycji siad, leżeć. Pracował wyśmienicie, naprawdę! W zcasie ćwiczeń Pani Instruktor uświadamiała mnie, jaką rolę w szkoleniu pełnią nie tylko smakołyki, ale i zabawka. Nie zabawki, ale zabawka, jedna, ulubiona przez naszego pupila. Rozmowa jednak nie podziałała na mnie tak, jak pokaz. Otóż zobaczyłem Owczarka Belgijskiego, który najpierw w pozycji siedzącej czekał na Panią, która szła w moim kierunku z pileczką na sznurku. Zatrzymała się i zawołała go. Przybieg natychmiast i usiadł. Potem, na wyraźne polecenia wykonywał perfekcyjnie wszystko, o co został proszony. Proszę mi wierzyć - wyglądało to niesamowicie. Był skupiony tylko i wyłącznie na Pani! Żadne drzewa, zapachy, nawet Vasco w pobliżu go nie interesował. Trwało to może 5 minut, ale mi wystarczyło ;-) Owczarek miał nieco ponad rok, a szkolony jest od wieku 2 miesięcy. Sporo, jednak warto! Dlatego też z naszym nie zamierzamy poprzestać. Z klatką się już oswoił, jednak zdarza się, że poszczekuje. Sądzimy, że wynika to już nie z faktu zamknięcia go w niej, ale ze szczekania, dla zasady, po prostu, jak zdarzało mu się to wcześniej, kiedy jeszcze klatką nie dysponowaliśmy. Na spacerach utrwalam z nim chodzenie przy nodze, zostawanie, pozycje siad i leżeć. Obiektywnie stwierdzam, że jego zainteresowanie nami wyraźnie wzrosło, a zdecydowanie mniej interesują go już inne psy, ludzie czy dzieci. Potrafi przejść obok nich obojętnie, lub zainteresować się, ale tylko spojrzeniem, a nie jak było do niedawna - biegiem w ich stronę ;-) Sierpniowe zajęcia. Vasco ostatnimi czasy zaczął się troszkę stawiać. Być może wpływ na to miały wakacje - dla nas i w pewnym sensie dla niego. Wyjechaliśmy na kilka dni sami, psiaka zostawiając pod opieką mamy. Ona pozwalała mu na więcej niż my, poza tym zaniedbywała szkolenie, co widać było po naszym powrocie. Generalnie o ile chodzenie na smyczy nie sprawia już problemów, szczeniak nie ciągnie, czasem tylko idzie troszkę z przodu lub z tyły, co natychmiast korygujemy, o tyle zabawa na dworze jego ulubiona piłeczką na sznurku jest kłopotliwa. Trenerka z Woli zwracała uwagę na fakt, że Vasco wciąż absorbuje się kwiatkami, trawą, liśćmi, a nie zabawą z nami. Sytuacja jest trochę dziwna, bo jeśli wychodzimy z nim na spacery, na pobliski, ogrodzony teren, wtedy potrafi się bawić dokładnie tak, jak tego od niego wymagamy. Niestety - każde wyjście w inne miejsce, czy to Cytadela, czy tereny nadwarciańskie - Vasco próbuje bawić się wciąż po swojemu, ignorując nas i piłeczkę. Zalecenia są takie, by wtedy natychmiast wracać do domu - ma on zrozumieć, że albo bawi się z nami - albo wcale. Trochę z tym się nie zgadzamy, no bo przecież musimy go jakoś wybiegać, musi spalić zbędne kalorie, przecież to rasa, wymagająca dużo ruchu. Z drugiej strony - chcemy by robił postępy, a z tym akurat stoi chyba w miejscu... Na jednym spotkaniu Vasco ponownie "pracował" z innym psem, pozostawionym Na Woli na dłuższym szkoleniu. Początkowo bardzo chciał się zbliżyć do owego psiaka, pobawić się z nim. Jednak kilka minut i zaczął słuchać już tylko mnie. Do tego stopnia, że potrafił siedzieć lub leżeć obok towarzysza, nie zwracając na niego kompletnie uwagi. To była dobra lekcja, pokazała nam, że jednak coś już potrafi, choć z początku jeszcze chce wymusić na nas kontakt z innym psem. Podsumowując - 5 miesięczny szczeniak umie już sporo, na pewno dużo rozumie, choć niekoniecznie słucha. Zabawa w domu i na znanym terenie - owszem, jednak w innych miejscach - już gorzej :/ Wrzesień. Zdecydowaliśmy się po namowach trenerki, przyjechać na jedne z sobotnich zajęć, gdzie pracuje grupa psów. Sądziliśmy, że grupa to kilka psów - okazało się, że było ich dokłdnie 16, łącznie z naszym Vasco ;-) Muszę przyznać, że ta sfora zwierzaków zrobił na nas spore wrażenie, było całkiem sympatycznie, do tego stopnia, że poświęciliśmy przedpołudniowe weekendy (sobota i niedziela, godzina 11.00), na szkolenie szczeniaka w grupie. Wydaje nam się, że jest to lepsze rozwiązanie, niż praca indywidualna. Psiak szybciej uczy się zachowań wobec innych psów, w różnym wieku. Ale od początku... Po przyjeździe na miejsce, Vasco był niesamowicie podekscytowany, wszak tylu zwierząt wkoło siebie jeszcze nie widział! Co prawda grupa pracowała już 2 tydzień, czyli uciekły nam 4 zajęcie, ale lekcje indywidualne zrobiły swoje - nie byliśmy wcale w tyle! :) Pierwsze próby zabawy Vasco z innymi psami musiałem ostro gasić. Dopiero po paru minutach nasz szczeniak zrozumiał, że z zabawy nici, że będzie codzienna praca. I trzeba obiektywnie powiedzieć, że zachowywał się bardzo poprawnie! Tylko raz uciekł sobie spacerkiem do innego psiaka, poza tym nie stwarzał problemów i pracował naprawdę dobrze! Byliśmy z niego dumni :) Kolejny weekend przyniósł kolejne, sympatyczne zajęcia. Proszę nam wierzyć - widok tylu psów, różych ras, a są tam owczarki, huskie, goldeny, labradory, spaniele, wyżły, pudelki a także mieszańce, w przeróżnym wieku (3-16 miesięcy), wywołuje uśmiech na twarzy i pozytywne wibracje :) Vasco znów na początku próbował za wszelką cenę się bawić, jednak szybciej niż poprzednim razem z rozumiał, po co tam przyjechał. Pracował znów bardzo dobrze, choć często było słychać jego szczekanie - kiedy się stawiał ;-) Tyle tylko, że szczekać to on sobie może, byle wykonywał to, o co go proszę, a tak właśnie było. Ogólnie zniknął też problem zabawy. Wcześniej wspominaliśmy, że sprawia to kłopoty, jednak ostatnio bardzo ładnie bawi się swoją piłeczką, właśnie tak, jak powinien. Musimy przyznać, że Vasco zrobił postępy, to widać już wyraźnie. Nawet będąc w mieszkaniu w klatce, nie pyszczy, kiedy przychodzą do nas znajomi, co jeszcze do niedawna było nie do pomyślenia :) Na pewno wiele zawdzięczamy pracy z trenerką i teraz grupą psów w ośrodku szkolenia Na Woli, jednak należy pamiętać, że jesteśmy tam tylko w weekendy, a pozostałe dni tygodnia to nasza konsekwentna praca, bez której szczeniak i tak robił by to na co ma ochotę - to tak ku przestrodze :) Październikowe zajęcia. Przed pierwszym weekendem, 7-8 października mieliśmy obawy, gdyż poprzedzający go czwartek i środa to dni niesubordynacji Vasco :) Może zmiana pogody, może coś innego wpłynęło na szczeniaka negatywnie. Był rozkojarzony, nieznośny, nie słuchał i stawiał się ;-) Czyżby już okres dorastania, pomyśleliśmy?! Chyba troszkę za wcześnie... Weeekndowe zajęcia rozwiały wątpliwości. Nasz psiak był bardzo czujny i jego zachowanie naprawdę przerosło nasze oczekiwanie! Zdecydowanie wyrózniał się na tle innych psów. Nie reagował na zaczepki, sam nie biegał do innych, nawet wtedy, gdy kilka zwierzaków ruszyło do wspólnych zabaw :) W ciągu dwudniowych zajęć Vasco może 4, 5 razy nie wykonał komendy, co jest wynikiem wręcz rewelacyjnym! Nie wiem skąd mu to się wzięło, ale niech trwa jak najdłużej ;-) Co ćwiczyliśmy?! W zasadzie nic nowego, utrwalaliśmy zostawianie psa w pozycji leżącej czy siedzącej obok innych towarzyszy, przywoływanie i chodzenie na smyczy. Do tego doszła zabawa - tutaj Vasco również się popisał, męcząc nie tylko siebie, ale i mnie :) Od przyszlych zajęć postaramy się na stronie umieszczać krótkie filmiki z telefonu komórkowego, a także fotki :) Kolejny weekend, kolejne szkolenie. Oczywiście w ciągu tygodnia nie próżnowaliśmy. Każde wyjście na spacer, każda zabawa była pod kątem dobrego wychowania. Czy to Cytadela, czy parking - Vasco utrwalał wszystko to, co już poznał. Nie obyło się bez zgrzytow :) Ewelina woli mieć go zawsze na smyczy, podczas dłuższych spacerów, na tej 5 metrowej. Ja czasem ryzykuję i pozostawiam szczeniaka "wolno". Na szczęście nie ucieka i wykonuje polecenia, choć czasem lubi sie postawić, pokazać ząbki z niezadowolenia lub poszczekiwać. Szybko gaszę jego zapędy i pokazuje, kto tu rządzi - nie jakoś brutalnie oczywiście, ale zdecydowanie. Co najważniejsze, skutecznie :) Wracając do weekendowych zajęć Na Woli - oczywiście po wyjściu z samochodu Vasco był już podekscytowany, już chciał biec i przywitać się ze znajomymi psami. Musiałem mu przypomnieć, że nie zabawa jest tam najważniejsza :) Nie od razu, ale zrozumiał. Na zajęciach już nie był tak idealny, jak tydzień wcześniej. Choć i tak się wyróżniał, co stwierdziła prowadząca zajęcia - było nam bardzo miło. Podczas zostawania, nie zawsze na mnie czekał. Zadarzało się, że wstał. Podbiegł również do znajomej suczki, też rasy Golden Retriever, by sie pobawić ;-) Chodzenie przy nodze z zatrzymywaniem się w siadzie czy leżeniu było już poprawne, podobnie jak zabawa w przerwie. Podczas niej mieliśmy też psa uczyć nie uciekania z zabawką, a przynoszenia jej do nas, co też Vasco czynił ;-) Zdjęć jeszcze nie udało nam się zrobić, ale prezentujemy 8 minutowy filmik ze szkolenia. Jego jakość nie jest rewelacyjna, jednak może on pomóc wszystkim tym, którzy wciąż mają dylemat - dać psa na szkolenie, czy nie dać - my mówimy: DAĆ KONIECZNIE! :) Aby obejrzeć filmik, należy mieć zainstalowany program QuickTime Movie. Pierwszy filmik ze szkolenia: Szkolenie (7MB), QuickTime Movie Zajęcia listopadowe i grudniowe opiszę w jednej notce. Nie dlatego, że niewiele się na nich działo. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu opisywać dokładnie każdego ćwiczenia, bo praca z psem w różnych warunkach wygląda inaczej. Inaczej reaguje kiedy jest sam z nami, na zamkniętym terenie, inaczej gdy jest w parku, pośród psów i ludzi, a jeszcze inaczej, kiedy jest pośród sfory psiaków, tak jak to jest Na Woli właśnie. Każdy musi tego spróbować i doświadczyć, a my postaramy się tutaj pisać o najciekawszych, nowych rzeczach. Zatem oprócz utrwalania znanych już komend, zostawiania psa w pozycji siad lub waruj, pojawiły się całkiem nowe - ciekawe elementy. Na niemal każdych zajęciach wychodziliśy poza teren ośrodka, z psami na luźnej smyczy, idącymi przy nodze, w parach. Z czasem smycze puszczaliśmy i o dziwo, Vasco szedł bardzo dobrze :) Nie ukrywam, wciąż czasem reaguje na przywołanie innych, nie czeka cierpliwie aż go zawołam, ale reaguje na komendy innych uczestników szkolenia. Czas to jednak poprawi, wierzymy w to w każdym razie. Najważniejsze jednak dla nas jest to, że zabawa z nim wygląda już wyśmienicie, nie mamy z tym prawie żadnego problemu! Na widok ulubionej zabawki - grubego sznurka z frędzlami widać w jego oczach entuzjazm i brak zainteresowania wszystkim wkoło. Nie muszę już się z nim tylko siłować, tarmosić, ale wystarczy, że daleko rzucę mu owy sznurek, a ten pędzi po niego, by na komendę wróć szybko przybiec z powrotem, czekając na dalsze harce. Już nie męczymy się podczas zabaw, to psiak biega, hasa i radośnie wyładowuje swoją energię, a my entuzjastycznie nagradzamy go za każde poprawne zachowanie. Z nowych rzeczy jeszcze są przeszkody. Zaczęliśmy od wąskiej kładki. Psy wchodzą na nią do góry, idą po niej kilka metrów i zbiegają. Są też takie, jak huśtawka. Po wejściu i przekroczeniu połowy, deseczka opada i ważne, by pies nie zeskoczył, a poczekał i po niej zszedł. No i ulubiona przez Vasco przeszkoda, która trzeba po prostu przeskoczyć. Idzie mu to świetnie, ale nie nadwyrężamy jego stawów, są jeszcze za młode na wysokie skoki. Wspomniane przeszkody z początku były trudne, szczeniak nie za bardzo na nie chciał wejść, jednak zachęcony smakołykami, po kilku próbach już je pokonywał, a teraz wchodzi na nie bez żadnego kłopotu. Podsumowując - widzimy, że potrafi naprawdę dużo, choć okres dojrzewania robi swoje. Nie zawsze chce być posłuszny. Pracujemy jednak z nim wytrwale... W styczniu, dokładnie 6 i 7 pojechaliśmy na ostatnie już zajęcia naszej grupy podstawowego szkolenia posłuszeństwa. Sobotnie zajęcia to bardzo długi spacer poza ośrodek, oczywiście połączony z utrwalaniem znanych juz psiakom zachowań. Trzeba przyznać, że ten ostatni spacer w porównaniu z tym pierwszym, znacznie się różnił ;-) Psy były znacznie bardziej zainteresowane przewodnikami, niż psimi towarzyszami, Vasco oczywiście szedł bez smyczy poprawnie i co najwyżej ograniczał się do powąchiwania niż do zaczepek, jak bywało to na początku szkoleń. Pozostawanie w siadzie, leżeniu również nie stanowiło dla niego problemu, choć był wyraźnie wtedy pobudzony i wykazywał swoje niezadowolenie poszczekując dosadnie. Zdarzyło mu się kilka razy wstać i pobiec w moim kierunku, jednak szybka reakcja zahamowała jego entuzjazm i chęć zabawy z innymi psami. Wcale nie zamierzaliśmy tłumaczyć jego zachowania tym, że dzień wcześniej zatruł się kością, o czym pisaliśmy już w innym miejscu serwisu i w zasadzie musiał wyładować energię jeszcze z poprzedniego dnia. Prawdę powiedziawszy, zachowywał się w miarę poprawnie, jak na jego stan pobudzenia. W końcu nadeszła chwila przerwy na zabawę i mógł się wyszaleć do woli, oczywiście w sposób kontrolowany. Pisaliśmy już wcześniej, że obecnie zabawa z nim to dla nas czysta przyjemność, że pięknie biega za zabawką i chętnie z nią wraca, prawda? :) Niedziela rozpoczęła się od egzaminu na posłuszeństwo. Z naszej grupy dotarło tylko 5 piesków, chyba fatalna pogoda przeraziła resztę uczestników... Vasco poszedł na pierwszy ogień! Poszedłem z nim do pachołaka, jakieś 40m, pozostawiłem w siadzie i wróciłem. Odliczono minutę, po której po niego poszedłem. O dziwo, całą wytrzymał wpatrzony we mnie jak w obrazek ;-) Potem był slalom z chodzeniem przy nodze, zatrzymanie, w którym miał zrobić "siad" bez komendy. Wszystko wyszło! Na koniec przeszkoda, ta którą się przeskakuje. Wykonał! Jeszcze tylko pozostawienie go jak na początku, w pozycji siad i przywołanie "do mnie". Udalo się, wszystko poszło bardzo poprawnie! Byliśmy z niego naprawdę dumni, gdyż, szczerze powiedziawszy - był najlepszy z wszystkich tego dnia! :) To jednak nie koniec naszych przygód z Ośrodkiem Szkolenia Psów Na Woli, gdyż zaproponowano nam kolejne zajęcia, tym razem w grupie zaawansowanych nieco psów, szkolonych pod kątem pokazów posłuszeństwa i wystaw! Oczywiście nie odmówiliśmy, zbyt przywiązaliśmy się do poznanych tam ludzi i świetnej atmosfery, jaka panuje. Pierwsze fotki ze szkolenia: Fotki, 14 stycznia 2007 Drugi weekend stycznia, pierwsze zajęcia z nową grupą! Pojechaliśmy trochę z obawami, no bo w końcu nasz jeszcze młody, a tamta grupa już znała się znacznie dłużej, tym samym psy się już zintegrowały. Nie było jednak wcale tak źle! W sobotę byłem sam i muszę przyznać, że Vasco był troszkę niepokorny, jednak dałem radę. W niedzielę już towarzyszyła mi Ewelina, która chyba ma na niego lepszy wpływ, bo był zdecydowanie bardziej układny ;-) Co nowego na zajęciach poza nowymi ludzmi, psami...? Przede wszystkim zajęcia są bardziej luźne, trwają też dłużej, prawie 3 godziny! Poza zostawaniem w siadzie, leżeniu, przywoływaniem psów pojawiły się nowe elementy, takie jak przywoływanie psa, który musi przebiec pomiędzy szpalerem ludzi idących w jego kierunku. Dla naszego psa nie stanowilo to jednak problemu, chyba codzienne spacery wśród sporej ilośći osób na ulicy zrobiły swoje - nie ma żadnych obaw. Były jednak pieski, biegnące niepewnie, a nawet omijające szerokim łukiem owy szpaler... Był też czas na zabawę, nawet niejeden oraz przeszkody, choć wciąż oszczędzamy jego stawy i unikamy przeszkody przez którą pies musi przeskoczyć, a ograniczamy się na tych, gdzie idzie swobodnie lub na nie wbiega. W końcu pomimo silnego wiatru udało się zrobić zdjęcia na szkoleniu - na następnym zrobię więcej ;-) Kolejne zajęcia trwały równie długo, jak opisywane wczesniej pierwsze. W zasadzie nawet jeszcze dłużej! Postanowiłem potrenować indywidualnie, bardziej pod kątem nadchodącej dużymi krokami wystawy w Głogowie. Pogoda była w sobotę na tyle fatalna, że na placu pojawiły się oprócz Vasco zaledwie cztery psy. Nic dziwnego, tym razem nie wiało tak bardzo, ale lało na całego. Początkowo miałem biegać w zadaszonej części, niczym po ringu. Postanowiłem wyjść jednak na teren otwarty, z uwagi na większą przestrzeń. Bieganie nie było wcale łatwe! Zawsze mi się zdawalo, że wystarczy wyjść na takiej wystawie z pieskiem, pobiegać w kółko i będzie super ;-) Tutaj przekonałem się, że nie do końca. Pies musi biec odpowiednim tempem, by się odpowiednio prezentować. Dodatkowo co jakiś czas musi stanąć w pozycji wystawowej. Cóż. Nasz chyba na pierwszej wystawie zaprezentuje się jak pokraka, ale nie zraża mnie to ;-) Po intensywnej lekcji biegania, był czas na przeszkody, zabawę i oczywiście utrwalanie wszystkiego, co Vasco już zna w towarzystwie innych psiaków: siad, stój, leżeć, przywolywanie, zostawanie w każdej z tych pozycji, chodzenie przy nodze. W niedzielę pogoda okazała się przyjazna, było więcej psów, jednak każdy pracował indywidualnie, z instruktorką. Nasz w czasie oczekiwania wynudził się okrutnie, ale jak przyszedł jego czas, pracował już bardzo fajnie, nie sprawiając w tym dniu żadnych problemów! Jedyne co nas czasem irytuje, z czym teraz najbardziej walczymy, to skupienie uwagi psa na sobie, kiedy zostawiamy go w siadzie czy leżeniu. Najgorzej jest z leżeniem, wtedy po chwili znudzony obwąchuje wszystko wkoło, wygrzebuje z ziemi patyki, pokarm i się nim delektuje. Nieważne, że nie wstaje wtedy, niby wciąż leży, ale nie tak, jak powinien. Ma on leżeć, nie wiercąc się, wpatrzony w nas ;-) Korygujemy oczywiście jego zachowanie i mamy nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Ostatni weekend stycznia odpuściliśmy sobie, z uwagi na wystawę w Glogowie. Trochę nam szkoda, bo wiemy jak Vasco lubi spędzać czas w Ośrodku, my zresztą też. Poza tym w nowej grupie miło patrzeć na psiaki, które pojmują znacznie więcej niż nasz, więc liczymy na to, że sporo się od nich nauczy. Wciąż mamy z nim główny problem - szczekliwość i to, że nie skupia uwagi na nas, ale wciąż woli grzebać w ziemi, czy też prowokować czasem inne psiaki ;-) Zawsze najbardziej szczeka i awanturuje się nasz Vasco, podczas, gdy inne psy są zdecydowanie posłuszne. Czasem tracimy wiarę, jednak kolejne godziny szkolenia znów nam ją przywracają. No bo skoro inni potrafią, to i nasz też się kiedyś nauczy, przynajmniej większego spokoju i opanowania ;-) Nadszedł luty. Zajęcia nabierają tempa. Pracujemy z psami głównie na otwartym terenie, mamy wtedy do dyspozycji więcej miejsca. Choć i na terenie oczywiście powielamy odpowiednie zachowanie podczas pokonywania przeszkód. Psy już je znają, nie są dla nich problemem, więc wystarczy tylko im je przypominać co jakiś czas. Poza tym wiele daje praca grupowa, widać postępy. Psy nie reagują już na siebie, bynajmniej nie tak bardzo. Potrafią leżeć lub siedzieć obok długi czas, zainteresowane tylko przewodnikiem, nie sobą wzajemnie. Przywoływanie to już standard, choć młode psy - jak nasz Vasco mają "odpały" ;-) Nieraz nasza pociecha poszła na przywolanie innego przewodnika. I choć nie biegnie już jak jeszcze do niedawna to bywało, do innej osoby, ale do mnie - jest to błędem, bo nie ja go przywołałem, więc Vasco wraca na miejsce i czeka na swoją kolej. Wciąż walczymy ze szczekliwością naszego psa. Niestety, mamy chyba takiego osobnika, u którego będzie to nie do wytępienia :) Taki ma temperament, nie pomagają w jakiś znaczący sposób metody na ingora i na komendę spokój. W domu co prawda jest spokojny, jednak pośród innych psów, jak się nudzi już czekając na jakieś ćwiczenia, zaczyna szczekać, dla zasady, by wzbudzić zainteresowanie. Pomimo tego wszystkiego, jeszcze się nie poddaliśmy do końca, walczymy! ;] Niestety, ostatnie dwa weekendy odpuściliśmy. Po pierwsze, szkolenie przegrało z Mistrzostwami Świata i konkursami skoków, które odbywały się mniej więcej w czasie, którym jeździmy na Wolę. Po drugie, oboje z Eweliną nie czuliśmy się najlepiej, zmogła nas choroba, co niestety odbiło się na wyjściach z Vasiem. Owszem, musieliśmy z nim wychodzić, jednak spacery i szkolenie nie było tak intensywne, jak dotychczas. Na szczęście nasze zdrowie już jest OK i z przyjemnością pojedziemy jutro na zajęcia! Mamy nadzieję, że wiele nie straciliśmy, a zajęcia z psem w domu nadrobią w jakiś sposób zaległości. Choć co można ćwiczyć w domu? Jedynie komendy statyczne, no i przywoływanie - co też robiliśmy. Jednak nie zastąpi to nam pracy w towarzystwie innych psów, dlatego z niecierpliwością czekamy jutra! :) W marcu ze szkoleniem bywa różnie. Opuściliśmy jeden weekend - 17-18 marca z uwagi na poważną niedyspozycję Vasco. O tym jednak napiszemy w dziale badania. Dodatkowo nasza grupa klubowa zaczęła też dodatkowe zajęcia w czwartki o godzinie 18.00. Na nich głównie doskonalone są ćwiczenia pod kątem zawodów obedience. Naszemu zaczynamy wdrażać dwa zestawy komend - jedna taka na uźne wyjścia powiedzmy, wtedy nie musi idelnie iść przy nodze, siadać czy leżeć, a kolejna na plac, pod zawody. Wtedy musi być wszystko szybko, energicznie, dokładnie. Pracujemy nad idealnym chodzeniem przy nodze, siadem i warowaniem. Musimy nauczyć go patrzeć do góry, na nas, skupiać uwagę, bo dotychczas nie zwracaliśmy na to uwagi zbytniej. Chodził owszem, przy nodze, ale rozkojarzony ;-) Siada, waruje, jednak nie robi tego idealnie, przy nodze. Zatem wszystko przed nami! :) Oczywiście do tego nie zapominamy o przeszkodach, które idą mu coraz lepiej. Choć pod opony wejść sam nie chce... ;-) Kolejne fotki ze szkolenia: Fotki, 10 marca 2007 Z tymi oponami, o których wspominaliśmy notkę wyżej jest diametralnie inaczej! Nasz Golden chyba zauważył ćwicząc bieganie pod nogami szpaleru ludzi, że nic mu nie grozi, tym samym pod oponami hasa już bez żadnego problemu! Tak jakoś sam nas zaskoczył któregoś marcowego weekendu :) Szkolenie nabrało tempa, pogoda dopisuje, aż chce się pracować z psami! Oprócz weekendowych zajęć Klubu Na Woli, mamy też spotkania w czwartowe popołudnia. Doskonalimy grupową pracę, a także ćwiczymy osobno, pod kątem zawodów obedience. Tak na marginesie, nasza grupa uczestniczyła w zawodach w Łodzi, 24 marca z bardzo dobrym rezultatem. Zajęliśmy 1, 2, 8, 10 i 11 miejsca. Nie zdecydowaliśmy się na wyjazd z Vasco, gdyż nie czuliśmy się na to gotowi, nadrobimy to następnym razem :) Z ciekawych rzeczy na zajęciach, doszlo kilka fajnych sztuczek. Nie tylko pieski naprzemian biegaja pod nogami i sacza przez hula-hop, ale też doskonalimy slalom, czy jak mawiają inni - ósemkę. Sztuczka prosta do wyuczenia, a efektowna. Mianowicie piesek szybko idzie wraz z nami naprzemian pod naszymi nogami - fajnie to wygląda, choć nasz robi to jakoś leniwie :) Znajdziemy sposób, by go zmotywować wkrótce... ;-) Kolejne fotki ze szkolenia Klubu Na Woli: Fotki, 25 marca 2007 Kwietniowe zajęcia skupiają się na przygotowaniu psów do pokazu, jaki będzie miał miejsce pod koniec czerwca, w podpoznańskim Swarzędzu. Szczegółów jeszcze nie znamy, wiemy tylko tyle, że przy okazji zawodów konnych Klub Na Woli:) pokaże publiczności, jak wspanialym towarzyszem może być pies i czego można go nauczyć ;-) Vasco został przydzielony do kilku zadań, bo nie każdy pies będzie robił wszystko - rzecz jasna. Doskonalimy głównie przywolywanie naprzemian z innymi czworonogami, efektowną ósemkę, czyli slalom między nogami i kilka innych sztuczek, które zdradzimy później :) Nauka idzie raz lepiej, raz gorzej. Generalnie wciąż jest tak, że Vasco bardzo dużo rozumie, jednak nie zawsze chce to robić. Za wyjątkiem smakołyków (są to ostatnio paróweczki i wędzonka), wtedy robi aż nadto ! ;-) Pracujemy też nad komendą równaj. Różni się ona chodzeniem przy nodze tym, że musi iść idealnie, wpatrzony w nas. Z tym jest na tą chwilę najgorzej, gdyż wszystko inne go interesuje bardziej, niż nasz wzrok :/ Cóż - pracujemy dalej! Zajęcia Klubu Na Woli: Fotki, 1 kwietnia 2007 Początek maja przyniósł niewiele nowego pod względem szkolenia. Podobnie jak w kwietniu, utrwalamy dobre nawyki, staramy się nauczyć Vasco zwracać na nas większą uwagę, szczególnie przy równaniu. Przyznam szczerze, że mam czasem chwile zwątpienia, czy on kiedykolwiek się tego nauczy? :( Niestety, wciąż ma ważniejsze rzeczy i woli patrzeć przed siebie, niż na mnie czy Ewelinę. Owaszem kawałek kiełbasy spełnia zadanie, ale co z tego? Kiedy idziemy już bez niej, on ponownie ma nas krótko mówiąc gdzieś... Podobnie jest ze slalomem pomiędzy nogami... Kiedy mamy w ręku smakołyk, robi to szybko, energicznie. W innym wypadku, owszem, porafi to zrobić, jednak nie wygląda to już tak okazale... Cierpliwie jednak robimy swoje, mając nadzieję, że to tylko okres przejściowy, że minie i będzie miał więcej radości z zabawy i wykonywania poleceń, nawet bez kiełbachy ;-) W długi majowy weekend wyjechaliśmy też z Klubem Na Woli do Sierakowa, by tam zintegrować się z grupą, ale także oczywiście ćwiczyć z psami posłuszeństwo. Pogoda dopisała, nastroje również! ;-) Niebawem Ewelina napisze o tym coś więcej, a na tą chwilę można zerknąć do galerii, tam troszkę zdjęć :) Klub Na Woli w Sierakowie: Fotki, 4-6 maja 2007 Czerwiec, przygotowania do pokazu Klubu na Woli w Swarzędzu. Poznaliśmy już dokładną datę, będzie to niedziela, 24 czerwca, a impreza odbędzie się na terenie stadniny koni w Swarzędzu, obok pływalni. Z okazji Dni Swarzędza zaprezentują się tam konie, a w przerwie nasz klub pokaże co można zrobić z psami różnych ras ;-) Mamy nadzieję, że się uda, choć po Ryczywole obawiam się o to, czy Vasco znów nie pryśnie gdzieś w publikę. Jeśli pryśnie, trudno się mówi, ale nie ma co gdybać, zobaczymy już za tydzień. Tak po prawdzie ostatnie próby były bardzo udane, nie miałem co do naszego stwora większych zastrzeżeń. Tyle, że warunki na pokazie będą odbiegały od tych na Woli, chociażby z uwagi na publiczność ;-) Ćwiczymy w zasadzie te same elementy, czyli slalom pomiędzy nogami, przywoływanie psów naprzemian, skoki przez obręcze i bieg pomiędzy nogami szpaleru ludzi. Poza pokazem wciąż doskonalę komendę równaj i muszę przyznać, że robimy postępy! Nasz psiak potrafi już przejść sporo kroków patrząc na mnie, choć w specyficznych warunkach - kiedy mam smakołyki i robimy to na naszym "ćwiczebnym parkingu" :/ Na zielonej trawce wciąż jest problem, jednak się nie zniechęcam. Tak w ogóle, dla urozmaicenia zaczęliśmy uzywać klikera. Proste targetowanie już mamy obcykane, a równaj właśnie z klikerem idzie nam coraz lepiej ;-) Z nowości mamy kolejną zabawkę, którą Vasco polubił bardzo, bardziej niż piłeczki - szmaciany gryzak! Dostaliśmy go od zaprzyjaźnionego Rubika i sprawdza się ;-) Mamy nową motywację do ćwiczeń i oby psu się szybko nie znudził ;-) 24 czerwca wraz z Klubem Na Woli gościliśmy w Swarzędzu, gdzie przy okazji zawodów konnych mieliśmy pokaz posłuszeństwa. Ogólnie wypadł bardzo dobrze, podobał się licznie zgromadzonej publiczności, choć my nie mieliśmy aż takich powodów do zadowolenia. Przy pierwszym ćwiczeniu - zostawanie w siadzie i przywołanie psów naprzemian z 10 metrów, Vasco się czymś wyraźnie spłoszył, nie usłyszał komendy, a chwilę później pobiegł jak szalony w siną dal. Było to o tyle niebezpieczne, że biegł nie patrząc na boki między ludźmi, końmi. Na szczęście nic mu się nie stało. Wrócił i cały się trząsł z nerwów. Trudno. Bywa. Na szczęście kolejne ćwiczenia wykonał już bez problemu ;-) Lipiec i sierpień to dla nas typowa sielanka wakacyjna. Troszkę odpuściłem szkolenie, dając psu więcej luzu i co chyba ważne, zmieniłem nieco podejście. Zauważyłem bowiem, że wcale z wiekiem nie przechodzi mu chęć biegania do innych psów, chęć choćby przywitania się z nimi - a wręcz przeciwnie, nasila. Stwierdziłem, że nie będę go izolował, zobaczymy jaki będzie efekt. No i nie tak dawno wybralem się z "Rubikami", znajomi z labradorem do pobliskiego lasu, nad jeziorem. Puściliśmy psy luzem. O dziwo - biegaly tak wspólnie prawie trzy godziny, pławiły się, chętnie pływały za rzucanym aportem. No i najważniejsze, nie uciekały! Vasco początkowo był natarczywy, w swoim stylu chciał "deptać" ;-) Rubika, jednak ten go utemperował warknięciem. I dobrze! Miłe bylo to, że psy się same kontrolowały. Znikając im z pola widzenia, bez wołania po chwili były już obok nas. To mi pokazało, że jednak nasz psiak wie jak się zachować, wystarczy mu troszkę zaufać i może rzeczywiście nie izolować, a poprawnie socjolizować? Wrzesień 2007. W zasadzie zrezygnowaliśmy z ćwiczeń do obedience, kosztem nieustannego skupiania psa na sobie. Doszliśmy do wniosku, że na nic zda się umiejętność skoków przez przeszkodę czy zostawania w dowolnej pozycji, skoro pies i tak nie jest dostatecznie skupiony na przewodniku. Wszystko wkolo jest dla niego ciekawsze, wszystko go absorbuje. Jest więc bardzo duże prawdopodobieństwo, że na kolejnych zawodach czy pokazie znów ucieknie. Staramy się w każdej wolnej chwili, szczególnie na spacerach co jakiś czas go przywoływać i jak tylko przybiegnie - nagradzać. Doszliśmy już do etapu, że będąc gdzieś w terenie otwartym, gdzie jest mnóstwo rozpraszających rzeczy, sytuacji, jest przy nas i reaguje na cmokanie, patrząc prosto na nas. Wtedy dajemy mu smakołyki, wciąż cmokając, tym samym skupiając go na sobie. Oczywiście ma momenty zawieszenia, patrzy wtedy w dal, wyłączony kompletnie, jednak są one już krótsze i występują nie tak często. Dużo zależy też od dnia. Czasami na każdą komendę "wróć" jest przy nas, ale są i dni, że nie wraca wcale. Bardzo pomocne okazują się ciasteczka wątrobowe, jakie pieczemy. Lubi je i reaguje na nie zdecydowanie lepiej niż na karmę. Zdajemy sobie sprawę, że mamy osobnika z temperamentem, jednak nie zamierzamy rezygnować, bo jeśli nie nauczymy go właśnie teraz umiejętności wracania - będzie to z czasem praktycznie niemożliwe. Najlepsze jest to, że Vasco wszystko łapie błyskawicznie! Postanowiliśmy nauczyć go komendy "daj łapę". Dopiero teraz, gdyż uznaliśmy wcześniejszą naukę tego elementu za zbyteczną, gdyż pies mógł na nas wymuszać różne rzeczy podająć łapkę. Teraz jest już na takim etapie, wie, że proszeniem nic nie wskóra, że to my decydujemy czy coś dostanie czy też nie. Nauka podawania lapy trwała zaledwie kilka minut. Oczywiście pracując ze smakołykami, tylko pozytywnie. Na drugi dzień nauczyliśmy go podawać drugą łapę, też zlapał bardzo szybko :) Wprawdzie czasem mu się jeszcze łapki pomylą, ale dopracujemy to w najbliższych dniach :) Październik-grudzień 2007. Ostatnie miesiące roku 2007 to niestety wzajemne przepychnki pomiędzy nami a psem, jeśli chodzi o posłuszeństwo i zrozumienie. Gdzieś się pogubiłem, a Ewelina zupełnie odpuściła pracę z nim, ograniczając się w zasadzie tylko do spacerów. Ja natomiast pomimo starań, nie mogę znaleźć z Vasco właściwego języka, nie potrafimy się dogadać... Wciąż ucieka, wciąż jest bardzo zainteresowany otoczeniem, nami wcale. Nie pomagają smakołyki, które wciąż wypluwa. Jeśli już wróci na wołanie, a jest to bardzo sporadycznie, przychodzi jak za karę i najchętniej od razu by uciekł. Wszystko przez to, że ja niestety czasem nie wytrzymuję i Vasco dostaje solidną burę za takie czy inne zachowanie... Pierwsze miesiące roku 2008. Śmiało mogę napisać, że kryzys się pogłębił. Zewsząd słyszymy, że Vasco ma wspaniały temperament, że jest świetnym psem, że zachowuje się bardzo fajnie - tyle tylko, że to opinie osób, które przebywają z nim kilka minut i nie muszą tego temperamentu ujarzmiać. Zgadzamy się, że faktycznie odbiega od znanych nam goldenów, że jest szalenie żywiolowy i chyba ta jego żywiołowość nam się podoba. Wolimy go takiego jakim jest, tak wylewnie okazującego emocję, tak radośnie, z entuzjazmem biegającego i wciąż poznającego świat. Tyle tylko, że sprawia nam to ogromne problemy wychowawcze, gdyż nie potrafimy wciąż przekierować jego euforii i charakteru na nas. Konflikty występują coraz częściej. Czasem z byle powodu, a wszystko przez niepotrzebne nerwy, których czasem nie potrafimy opanować. Nie chodzi tu o jakieś fizyczne szarpanie się z psem, ale głównie o wrogi ton głosu i gesty. Z jednej strony wiem, że takie zachowanie tylko pogłębia nasze złe relacje, ale z drugiej nerwy puszczają, chciałbym wszystko za szybko i zbyt idealnie. Sytuacja patowa trwa, a pies dorasta i utrwala sobie zachowanie... |