x
x

x

x


x
Zdrowie, czyli nasz golden u weterynarza...
Ten dział będzie zawierał szczegóły dotyczące wizyt Vasco u weterynarza.
Szczegóły szczepień, prześwietleń i wszelkich zabiegów, jakie tylko szczeniak przechodził.

I tak, od początku.
Jeszcze u hodowcy był zaszczepiony, a następnie odrobaczony.
Wszystkie zabiegi wykonywał dr Lowczak, z Kliniki na oś. Orła Białego, w Poznaniu.
Badany był również przez panią ze związku kynologicznego, by móc otrzymać metryczkę, niebędną do wydania rodowodu.
Kolejne wizyty to już nasza działka - lekarz nie jeździł do nas, ale my z Vasco do niego. 22 maja szczeniak został ponownie zaszczepiony i zbadany wizualnie (budowa, oczy, uszy). Dostaliśmy tabletkę na odrobaczanie, którą psiak łapczywie zjadł trzy dni później. Wtedy też dostał na kark kropelki przeciw kleszczom i innym insektom.

12 czerwca 2006.
Gościliśmy w klinice ponownie - znów szczepienie, ogólne, wizualne badanie i pierwsze prześwietlenie bioderek. Vasco był podczas niego wyjątkowo spokojny i utrzymaliśmy go na plecach w bezruchu, obyło się bez usypiania. Najważniejszy wynik - pozytywny, czyli rozwijają się prawidłowo.
Co prawda prawe biodro jest dealne, a lewe od idealu nieco odbiega, jednak lekarz stwierdził, że w tym wieku to norma i nie należy się przejmować. Wierzymy! ;-)
Dostaliśmy również kropelki profilaktyczne na różne insekty.
Kolejna wizyta za miesiąc.

11 lipca 2006.
Wizyta u dr Łowczaka. Vasco zdążył już się wcześniej przyzwyczaić zarówno do samej kliniki, jak i personelu, na który reaguje bardzo entuzjastycznie :)
Tym razem oprócz ogólnej kontroli, wizualnej, psiak dostał ostatnie szczepionki, w tym tą najważniejszą chyba - na wsciekliznę.
Waga Vasco jest w porządku, wizualnie również wszystko OK. Rozwija się prawidłowo, co nas cieszy! Do końca roku mamy wizyty w klinice z głowy, no chyba, że pojawi się taka konieczność, lub zechcemy dokupić kropelki na kleszcze i pchełki.

2-4 września 2006.
Vasco był poddany profilaktycznej terapii odrobaczającej. Zjadł z apetytem 6 tabletek (2 dziennie, każda z nich na 20kg masy ciała) i choć chciał więcej, juz nie dostał ;-)

13 września podjechaliśmy do weterynarza skonsultować się. Otóż, dzień wcześniej, przy okazji wizyty w Związku Kynologicznym, panie oceniające naszego szczeniaka zwróciły uwagę, na prawdopodobny niedobór wapnia, objawiający się wykręcaniem na boki przednich lap. Weterynarz stwierdził, że aby mieć 100% pewność, czy jest to niedobór lub nadmiar wapnia, czy też normalny tylko objaw podczas wzrostu kości, należy zrobić prześwietlenie, oraz badanie krwi, pod kątem fosforu i wapnia. Zdecydowaliśmy się. Wyniki były idealne. Zdjęcie jak i morfologia nie wykazały żadnych odstępstw od normy. Zatem Vasco rozwija się prawidłowo. Wagę jak i postawę ma idealną. Nie są konieczne żadne zmiany czy to w karmie, czy też stosowanie odżywek ;-)

Jako że kochamy nadzwyczaj naszego Vasia, każda niekorzystna patologia w jego organizmie jest dostrzegana przez nas, zanim jeszcze zacznie w pełni krzywdzić młody organizm psiaka.
W niedzielę rano, 22 października ledwo gdy Ewelina otworzyła jedno oko, oślepiły ją zaropiałki Vasia które pojawiły pod jego ślicznymi oczętami.
Zostałem obudzony szczenięcym jęzorkiem, jak to on ma w zwyczaju, dlatego nie zauważyłem żadnych zmian! Ewelina, z racji swojego powołania nie tracąc czasu zabrała się za pielęgnację oczu zwierzaka. Napar z rumianku jako że ma właściwości przeciwzapalne działa wspomagająco w połączeniu z innnymi lekami. Dlatego też stosowanie samego rumianku nie zmniejszyło dolegliwości, a ropa wciąż się gromadziła (mimo czestego ściagania jej z kącików oczu.) Był troche apatyczny co nas przeraziło.
Z racji , że byliśmy wówczas we Wrześni, postanowiliśmy pojechać do tutejszego weterynarza. Pan weterynarz, mimo ze niedziela, nie obdarł nas ze skóry ;> Okazało się ze psiak ma kontaktowe zapalenie spojówek (bad. kliniczne Vasco wykazało zaczerwienienie w dolnych partiach oka, co mogło sugerowac kontaktowy stan zapalny oka).
Przesympatyczny weterynarz zaaplikował psiaczkowi gentamycyne 0.3% do worka spojówkowego i zalecil stosowanie dwa razy dziennie przez kilka dni. Ku naszemu zdumieniu, nasz przyszły champion poczuł ulge zaraz po zastosowaniu! Już na wieczornym spacerze, Vasio wykorzystał lepszą dyspozycję. Myśleliśmy ze piesio z powodu apatii będzie posłuszny, a on gdy tylko zaznał wolności od smyczy, prysnął w otchłań nadchodzącej nocy. Najpierw biegał do nas, jak to ma w zwyczaju, jednak w pewnym momencie pobiegł w nieznanym nam kierunku... Pobiegłem wówczas za nim ile sił w nogach, a Ewelina stała i się modliła o szczęśliwe zakończenie. Szczeniak miał w sobie mnóstwo energi. Opamiętał się jednak i wrócił. To chyba początki dojrzewania, musimy być bardzo czujni ;-)
Weterynarz powiedział ze nazajutrz wieczór powinno być widać znaczną poprawę, a my wiemy, ze gentamycyna już po pierwszym zastosowaniu czyni cuda ;-)
I rzeczywście, po 3 dniach nie było już śladu po niedyspozycju oczu naszego Vasco.

7 marca 2007.
Udaliśmy się do kliniki na oś. Orła Białego. Generalnie profilaktycznie, nabyć dla psiaka tabletki na odrobaczanie. Przy okazji jednak zapytaliśmy dr Łowczaka, skąd może brać się podrażnienie oczu Vasco w ostatnim czasie. Zaobserwowaliśmy bowiem, że wracając od mojej mamy po weekendzie, psiak ma przez kilka dni problemy z oczami. Przejawiają się one wydalaniem ropy z jednego, lub obu oczu.
Weterynarz stwierdził, że może być wiele czynników powodujących taki stan rzeczy, np. jakieś rośliny, detergenty, ale jednoznaczna odpowiedź jest raczej niemożliwa. Mamy wprawdzie swoją teorię, ale nie będziemy o tym pisać ;-)
W każdym razie - oczka trzeba leczyć. Otrzymaliśmy maść Atecortin, którą wprowadzamy Vasco dwa razy dziennie. Ponadto mamy zaopatrzyć się w aptece w lek homeopatyczny, wzmacniający odporność.
Dwa dni podawania przyniosły już efekt. Oczy psa są czyste, bez zaczerwienienie i nie wydzielają ropy.
Oczywiście tabletki na robaki też zjadł, choć po raz pierwszy wybrzydzał - nie chciał ich jeść samych, musieliśmy zmieszać je z karmą - zadziwiające! ;-) Poza tym rozwija się prawidłowo, waga w normie - 32kg, budowa jak najbardziej prawidłowa.

13 sierpnia 2007.
Kolejne miesiące mijają spokojnie. Odpukać, Vasco nie choruje. Oczywiście zdarzały się niedyspozycje sporadyczne, typu biegunka, wymioty, jednak nie były one na tyle niepokojące, by odwiedzać weterynarza. Przeważnie albo cość pożarł na spacerze, lub jadł tak łapczywie, że musiał to jakoś zwrócić :) Oczywiście co jakiś czas jedziemy profilaktycznie zakupić tabletki na odrobaczanie, w końcu tego zaniedbać nie można. Zdarzają się też kleszcze, jednak z nimi walczymy sami, poza jednym, pierwszym przypadkiem, gdzie woleliśmy skorzystać z pomocy weterynarza. Przydarzył się też Vasiowi modzel na tylnej łapce, z którym walczymy już prawie miesiąc. Niestety, leczenie jest długotrwałe, ale mamy nadzieję, że będzie zadowalające. Pies waży w granicach 32-34kg, więc chyba w normie. Sprawia wrażenie wciąż nieco chudego, ale wyraźnie z miesiąca na miesiąc przybiera na masie, co nas cieszy. Nie zauważamy żadnych oznak ewentualnej dysplazji, dlatego też z prześwietleniem czekamy na ukończenie 18 miesiąca. Będzie to pod koniec września, zatem wtedy umówimy się do kliniki. Oby wszystko było ok, bo zdrowie naszego pupila jest najważniejsze!

19 sierpnia 2007.
Przy okazji wyjazdu do Torunia, na wystawę okazało się, że Vasco nie ma od kilku dni ważnego szczepienia przeciwko wściekliźnie! Nie chcieliśmy ryzykować i w trybie pilnym odwiedziliśmy z samego rana, przed wyjazdem Klinikę na Mieszka I. Tam oprócz obowiązkowego szczepienia psiak otrzymał inne, profilaktyczne, tym samym coroczny komplet szczepień mamy z głowy :)

13 stycznia 2008.
To nie tylko XVI Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy :) Udaliśmy się do naszego weterynarza, gdyż w ostatnich dniach Vasio miał pewne problemy. Bardzo często mówiąc wprost - lizał sobie okolice odbytu. Coś go tam wyraźnie drażniło. Najgorsze były noce, gdyż nie spał nie tylko pies, ale i my się budziliśmy słysząc jego mlaskanie. Postanowiliśmy nie czekać. Diagnoza okazała się zgodna z naszymi przewidywaniami - gruczoły okołoodbytowe. Z tego co juz wcześniej wiedzieliśmy, to częsta dolegliwość. Wystarczy nawet samemu owe gruczoły oczyścić i pies przestanie się męczyć. Tym razem zrobił to weterynarz, szybko, sprawnie, bezboleśnie - sądząc po zachowaniu Vasco :) Otrzymaliśmy specjalny specyfik, którym przez kilka dni mamy czyścić okolice pod psim ogonem i wszystko wróci do normy. Profilaktycznie też nabyliśmy tabletki na odrobaczanie. Mamy nadzieję, że kolejne wizyty będą tylko profilaktyczne lub planowane - jak np. prześwietlenie pod kątem dysplazji, za około miesiąc.

25 lutego 2008.
Grudkowe zapalenie trzeciej powieki...
Ostatnimi czasy oczy naszego goldena zaczęły łzawić, szczególnie podczas jedzenia. Skojarzyliśmy to ze zmianą karmy - ponoć Eukanuba, jąką podajemy w chwili obecnej jest bardziej pyląca i owy pył może podrażniać oczy psa. Jednak przypadkowo na wystawie w Toruniu, weterynarz Magdalena Chmielewska zajrzała w oczy Vasia i stwierdziła w nich maleńkie grudki pod powieką. W zasadzie większość psów w wieku do mniej więcej dwóch lat posiada tą dolegliwość i nie trzeba jej leczyć. Problem, jeśli samoistnie zapalenie powieki nie zniknie z wiekiem - trzeba to leczyć nawet operacyjnie. Jako, że nasz golden retriever za miesiąc skończy dwa lata, zdecydowaliśmy się na profilaktyczne leczenie. Magda poleciła nam homeopatię. Zakupiliśmy strzykawkę, igłę - nie nie, nie robimy psu zastrzyków - to tylko do nabierania leków i mieszania trzech leków :) Po zmieszaniu powstałym specyfikiem zakraplamy oczy psa tylko w weekendy, co 2 godziny. Za miesiąc zobaczymy, czy jest jakiś efekt - na razie pozostaje nam czekać i wierzyć, że na tej homeopatii się skończy :)

1 marca 2008.
Do kliniki pojechaliśmy na godzinę 11, by prześwietlić Vasia pod kątem dysplazji. Żal było patrzeć jak nasz golden, zazwyczaj rezolutny i pełen energii tracił wigor, siły i sprawność, by na 15 minut po otrzymaniu zastrzyku, leżeć bezwładnie i patrzeć na mnie tylko co jakiś czas błagalnie. Jakby chciał powiedzieć - co się stało? Wraz z lekarzem zanieśliśmy go do gabinetu rentgenowskiego, tam został ułożony i prześwietlony. Oczywiście oponował, jednak siły nie pozwalały mu na wiele? Pierwsza ?fotka? to bioderka, potem oba łokcie. Po kilku minutach nasz golden retriever znalazł się już na podłodze i o własnych siłach, jak pijany doczłapał się do innego gabinetu. Widok takiego psiaka nie jest przyjemny, ale i tak się cieszymy, że nie była to pełna narkoza, że pies był cały czas świadomy i jedynie ogłupiony. W gabinecie specjalista radiolog, Adam Łowczak stwierdził, że wyniki są bardzo dobre, co nas niezmiernie cieszy! Jutro otrzymamy wpis do rodowodu ze stosowną adnotacją: HD A/A, ED 0:0, gdyż do kliniki lekarz zapomniał pieczątki, zatem rodowód dostarczy nam jutro do domu ;-) Przez cały dzień Vasio w zasadzie śpi. Zgodnie z zaleceniami od rana nic nie jadł, posiłek mamy podać mu dopiero wieczorem. Około godziny 18 ożywił się i zachowywał się normalnie, pojawił się obok mnie z piłeczką w pysku. Zabawa była krótka, intensywna, potem spacerek i znów zasnął. Generalnie wszystko w normie, jutro obudzi się zapewne znów energiczny, pełen wigoru golden retriever ;-)
 
Copyright © 2006-2012 Szymon Kapela. Kopiowanie i wykorzystywanie informacji, grafik oraz zdjęć bez zgody autora zabronione.